Youtube|6abc Philadelphia
Z ciemności wyłonił się jakiś kształt. Na początku myślał, że to kolejne zwierzę – może bezpański pies. Ale gdy kształt się zbliżył, serce Jan’a stanęło. To nie był pies. To był kojot i zmierzał prosto do Luny.
Tempo kojota przyspieszyło, a jego oczy skupiły się na Lunie. Jan’owi oddech uwiązł w gardle. Widział głodne skupienie stworzenia, instynkt drapieżnika kierujący je w stronę ukochanego kota.
Ręce Jan’a drżały, gdy patrzył, jak Luna w panice biegnie w stronę werandy, a kojot podąża za nią. Jego umysł krzyczał, by coś zrobił – cokolwiek. Ale był bezsilny, gdy scena rozwijała się na jego ekranie.